sobota, 9 kwietnia 2016

Prolog

Nazywam się Naruto Uzumaki, a może powinienem napisać Namikaze? Zgadza się, znam prawdę o sobie. Wiem, że moja matka również była nosicielem dziewięcioogoniastego, a ojciec Czwartym Hokage, którego niegdyś podziwiałem. Chciałem być taki jak on. „Wielki bohater, który oddał życie, żeby ratować wioskę”. Wspaniały tytuł, prawda? Ale poświęcił coś równie cennego. Syna. Swojego jedynego syna, który został sierotą już jako niemowlę. Syna, który był niejednokrotnie wyśmiewany, a nawet bity. O tym już nie pomyślał? Ułożył wspaniały plan w ciągu zaledwie kilku minut, uratował wioskę i powstrzymał Kyubi’ego. Wiem, że nie można mieć wszystkiego, ale czy naprawdę żądam tak wiele? Chciałbym tylko móc się do kogoś przytulić, zjeść ramen w towarzystwie, albo pójść na wspólny trening, ale odebrano mi to wszystko, a ja nie miałem na to wpływu. Byłem całkowicie bezbronny. Nawet jeśli jestem sierotą, to mógłbym chociaż mieć przyjaciół, ale tak się nie stanie, bo w środku mnie siedzi demon, który zniszczył wioskę! Ten sam, przez którego nie mam rodziców. Ludzie nie zaakceptują mnie, bo się mnie boją. Nie rozumieją, że Naruto i Kyubi to dwie różne osoby. Nie jesteśmy jednością, a mnie naprawdę nie bawi ludzkie cierpienie. Tylko kogo to obchodzi? Ludzie są cholernymi egoistami i zamiast mi pomóc wolą patrzeć jak z dnia na dzień pochłania mnie nienawiść. Zdecydowałem się opuścić wioskę i poszukać szczęścia gdzieś indziej. Postanowiłem zabrać ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Całe moje oszczędności, tyle że nie było tego za wiele. Z tego, co dawał mi Hokage  ledwo starczało na opłacenie rachunków. Wziąłem również kilka rodzajów broni, w tym skrzyneczkę z flakonikami zawierającymi rozmaite trucizny oraz odtrutki. Nie interesowałem się zbytnio medycyną, ale dziedzina alchemii była moją specjalnością. Przeczytałem mnóstwo książek, a nawet urządziłem w pobliskiej jaskini małe laboratorium, w którym udoskonaliłem kilka rodzajów mikstur. Najsilniejsza trucizna jaką aktualnie posiadam po wypiciu choć kropli zabije dorosłego człowieka w przeciągu minuty. Powoduje zatrzymanie pracy serca, tym samym powodując, że ofierze nie dopływa krew do mózgu. Jak już mówiłem, nie lubię patrzeć na ludzkie cierpienie, więc śmierć następuje prawie bezboleśnie. Oczywiście posiadam w zanadrzu truciznę, która wywołuje ogromny ból, a także kwas zdolny roztopić nawet kości, ale nie użyłem ich jeszcze ani razu. Co nie oznacza, że nie przydadzą się w przyszłości. Zarzuciłem na ramiona obszerną pelerynę w z wieloma ukrytymi kieszeniami i schowkami na cenniejsze rzeczy. Była ona robiona na zamówienie, a jej ciemny kolor pozwalał się świetnie maskować na tle nocy. Podobnie zresztą jak wszystkie moje ubrania. Przed wyjściem z domu przywołałem klona, który miał za zadanie tymczasowo mnie zastępować. Zanim ktoś się zorientuję, że prawdziwego Naruto nie ma, ja już dawno będę nieosiągalny. Nawet ANBU mnie nie znajdzie. Od dawna planowałem ucieczkę. Postanowiłem udać się na zachód, gdzie wejście do znajdującej się tam wioski graniczy z cudem. Wioska ta, znajduje się pomiędzy trzema wielkimi nacjami i jest niezwykle niebezpiecznym miejscem. Od lat toczą się tam wojny, a niewinni cywile giną w walce, albo umierają z głodu. Na dodatek ciągle pada tam deszcz. Nieustannie, przez dzień i noc. Dlatego jest ona nazywana Wioską Deszczu. Panuje w niej niejaki Hanzo, aczkolwiek ostatnio słyszałem pogłoski, że władzę sprawuje tam Pain, lecz nikt dotąd nie widział go na oczy. Oprócz tajemniczego anioła, który jest jego pośrednikiem. Długo zastanawiałem się, dlaczego ludzie nazywają tę osobę aniołem. W końcu doszedłem do wniosku, że skoro jest ona owiana nutą tajemniczości, musi to być spowodowane przez wygląd, aniżeli charakter. Anioł kojarzy się zazwyczaj ze skrzydłami. Prawdopodobnie ta osoba używa papierowego ninjutsu, za pomocą którego może również latać. Zastanawiam się tylko, po co ów Pain ukrywa się przed wszystkimi? Czyżby skrywał jakieś tajemnice? W każdym bądź razie postanowiłem to sprawdzić. Zamknąłem drzwi wejściowe od środka i wyszedłem oknem. Złapałem się ręką krawędzi dachu i wskoczyłem na niego. Podniosłem się z kucek i spojrzałem po raz ostatni na Konohę.  Z tej pozycji doskonale było widać twarze Hokage wyrzeźbione w skale. Między innymi tą, należącą do mojego ojca. Zacisnąłem pięści i spojrzałem na nią z nienawiścią. Nigdy mu tego nie zapomnę. W takich chwilach większość osób się wzrusza i zaczyna tęsknić za domem, ale w moim przypadku nie ma się co rozczulać. Przecież nie spotkało mnie tutaj nic dobrego. Jedynie ramen mają smaczny…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz